sobota, 13 czerwca 2015

Relacja z finału Ligi Mistrzów w Berlinie + zdjęcia i video!

Mija tydzień od finałowego meczu Ligi Mistrzów w Berlinie, w którym FC Barcelona pokonała Juventus 3:1. Jedna z nas - Zuzia - miała wielkie szczęście i widziała ten mecz na żywo. Zapraszamy do przeczytania relacji z meczu!


Mam milion marzeń, bo jestem marzycielką. Mam wielką pasję, jaką jest FC Barcelona.
Jak każdy kibic, zawsze marzę o tym żeby pojechać na mecz Barçy. Zawsze marzyłam też, żeby pojechać na jakiś arcyważny mecz i dopingować swoich, być tam i poczuć tę atmosferę na żywo...

Na początku maja wzięłam udział w konkursie organizowanym przez producenta wody Żywiec Zdrój. Zadanie polegało na wstawieniu kilkunastu zdjęć przedstawiających realizację pasji, z których automatycznie na stronie tworzyła się animacja. Trzeba było napisać również krótki tekst o swojej pasji i największym marzeniu. Opisałam krótko swoją pasję, jaką jest FC Barcelona oraz zbieranie autografów i wspomniałam, że moim największym marzeniem jest pojechać na mecz Barçy na Camp Nou, po czym wysłałam zgłoszenie i totalnie zapomniałam o konkursie. Zgłaszając się w ogóle nie myślałam o tym, że mogę wygrać. Prawdę mówiąc wzięłam udział w tym konkursie z nudów.

Kiedy w połowie maja zadzwoniła do mnie przyjaciółka - Magda i powiedziała, że na stronie widnieje moje imię i nazwisko jako jednej z laureatek, nie mogłam w to uwierzyć. Szybko sprawdziłam skrzynkę email i okazało się, że to faktycznie prawda! Wygrałam to! Nagrodą był wyjazd na mecz ligowy na Camp Nou, ale mi od razu zaświeciło się światełko, że może tak uda się pojechać na finał LM? Ceny biletów w resellingu na ten meczy były dużo za duże jak na mój skromny studencki portfel, ale budżet na realizację nagrody to aż 10.000 zł! Uznałam więc, że warto spróbować. Po kilku podejściach udało mi się przekonać organizatora, żeby nagrodę zamienić na bilet na finał Ligi Mistrzów w Berlinie! Uff, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, że spełnię swój największy sen, o którym kilka dni wcześniej nawet nie pomyślałam, że może się tak szybko spełnić. Powoli zaczynało do mnie docierać to, że będę na finale LM, w którym Barcelona zawalczy o tryplet. Moje największe marzenie jakie kiedykolwiek miałam było gotowe do spełnienia, wystarczyło tylko żeby Barcelona wygrała.

Bilet został zakupiony na profesjonalnej stronie zajmującej się pośrednictwem takiej sprzedaży (polecam wszystkim footballticketnet.net). Koszt biletu wyniósł dokładnie 1995€! Pewnie u konika wyszłoby taniej, ale w tym wypadku potrzebna była faktura dla organizatora. Oczywiście były też dostępne nieco tańsze miejsca, ale żaden z biletów nie kosztował mniej niż 1400€. Mając jednak do dyspozycji 10 tys. zł postanowiłam wybrać najdroższy możliwy bilet, aby widok był jak najlepszy. Do Berlina pojechał ze mną mój chłopak Patryk, który również jest fanem Barçy. Szkoda, że bilety były takie drogie i starczyło tylko na jeden. Na miejsce dojechaliśmy pociągiem Intercity po 11 rano (btw. bardzo krótka i przyjemna podróż, zaledwie 2h 45min z Poznania!). Pozostało tylko skontaktować się z osobą, która miała przekazać mi bilet i odebrać ten najcenniejszy kawałek papieru jaki kiedykolwiek mogłam sobie wyśnić. Bez żadnego problemu odebraliśmy bilet i teraz pozostało tylko odliczać godziny do meczu.

BILET <3 


Trzeba przyznać, że od samego rana w Berlinie było pełno kibiców, zarówno Barcelony jak i Juventusu. Niemal na każdym kroku były widoczne mniejsze lub większe grupki culés i tifosi. Nierzadko też słychać było ich okrzyki i śpiewy. Jednym słowem atmosfera w mieście od początku była niesamowita.

przed stadionem

oczywiście zakupiłam pamiątkowy szalik

chwilę przed wejściem na stadion

Pod stadionem od rana była masa ludzi, a z każdą godziną było coraz więcej kibiców. Z wielką niecierpliwością czekałam, aż będę mogła wejść na stadion. Czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu chwilę po 19 przeszłam przez bramki. Poszwędałam się kilka minut pod stadionem i poszłam zająć swoje miejsce. Miałam bilet 2 kategorii w górnym narożniku sektora kibiców FCB, więc widok był całkiem niezły. Z niecierpliwością czekałam na ceremonię otwarcia, hymn LM który zawsze chciałam usłyszeć na żywo oraz kartoniadę, którą zawsze chciałam współtworzyć. Coś niesamowitego! Chyba nigdy wcześniej nie byłam tak podekscytowana.


flaga FCB, którą otrzymał każdy kibic z sektora Barcelony

tuż przed hymnem Ligi Mistrzów

mój kawałek kartoniady

Dookoła mnie siedzieli kibice Blaugrany. No, może za wyjątkiem jednego kibica Juve, który miał miejsce tuż za mną. Po tym co słyszałam mogę się domyślać, że zdecydowana większość z nich była z Barcelony i Hiszpanii. Byli i młodsi i trochę starsi, ale każdy z nich dopingował równie mocno swój ukochany klub. Hiszpańscy kibice doskonale znali wszystkie przyśpiewki, zapewne nie był to ich pierwszy mecz Barçy jaki mieli okazję oglądać na żywo. Zdecydowanie więcej było mężczyzn niż kobiet, co jest raczej oczywiste.

kartoniada

sektor kibiców FCB

tuż przed pierwszym gwizdkiem

Wreszcie zabrzmiał pierwszy gwizdek i Juventus rozpoczął mecz. Nie zdążyłam jeszcze dobrze usiąść, a już po kilku minutach Ivan Rakitić strzelił pierwszą bramkę dla FCB! Publiczność oszalała, a ja razem z nimi. Na stadionie rozbrzmiała melodia „The White Stripes - Seven Nation Army”, której nigdy wcześniej nie słyszałam. Od teraz jest to jedna z moich ulubionych piosenek! Pierwsza połowa zleciała bardzo szybko, sama nawet nie wiem kiedy. W drugiej części meczu Juventus wyrównał i tym razem to trybuny zajmowane przez kibiców włoskiego klubu oszalały. W naszym sektorze zapanowała cisza, a słychać i widać było tylko poszczególnych kibiców Juve którzy byli obecni w sektorze culés. Prawdę mówiąc to jeszcze nigdy tak się nie denerwowałam przy wyniku 1-1. Wierzyłam w to, że Barça wygra ale mimo to stres był niesamowity. Wreszcie Messi wziął sprawy ‘w swoje nogi’, zrobił rajd z piłką i strzelił, ale Buffon obronił. Na szczęście Suárez był tam gdzie być powinien, dobił piłkę a culés znów oszaleli! Potem Neymar trafił do siatki, ale gol został słusznie nieuznany.

w przerwie meczu


Wybiła 90 minuta meczu, a sędzia doliczył aż 5 minut. Nie wiedziałam dokładnie, ile doliczonego czasu już upłynęło, bo zegar na stadionie zatrzymał się na 90:00. Nie chciałam przegapić końca meczu i w ostatnich sekundach włączyłam nagrywanie video, żeby uchwycić końcowy gwizdek i radość piłkarzy. I właśnie wtedy Piqué wybił piłkę główką do Messiego, ten wysunął ją Neymarowi, który rozegrał świetną akcję z Pedro po czym strzelił gola na 3-1, a ja dosłownie zwariowałam (co widać na tym filmie :) ). Neymar podbiegł do kibiców siedzących niżej w tym samym narożniku co ja. Naprawdę super, że siedziałam właśnie w tym rogu przy którym potem świętowali piłkarze. Wszyscy oszaleli, kibice i piłkarze. To było coś niesamowitego, zdobyliśmy tryplet! Na Olympicstadion zapanowała jedna wielka fiesta. Każdy kto przyszedł kibicować Barcelonie krzyczał z radości i cieszył się jak dziecko. Kibice Juventusu, nie mając większych powodów do radości zaczęli powoli opuszczać stadion. Chłopak w koszulce Juve, siedzący za mną był naprawdę bardzo smutny i zawiedziony (co widać na zdjęciu poniżej, na którym ja się cieszę a on jest wyraźnie zdołowany). No cóż, taki jest futbol, jeden się cieszy podczas gdy drugi będzie smutny.

tak się cieszyłam!

celebracja mistrzostwa

Piłkarze Blaugrany ustawili szpaler dla Juventusu, co spotkało się z pozytywną reakcją kibiców. Co ciekawe, gdy medal dostawał Alvaro Morata, kibice FCB zaczęli głośno gwizdać. Chyba wciąż pamiętają, w jakiej drużynie grał rok temu ;). Głośną owację natomiast zgotowaliśmy żywej legendzie – Andrea Pirlo, gdy wręczany był mu medal. Potem to piłkarze Barcelony zostali nagrodzeni złotymi medalami Ligi Mistrzów. Po dekoracji każdego z piłkarzy, Xavi w końcu podniósł swój 4 puchar Ligi Mistrzów i zaśpiewaliśmy hymn FCB a ja chyba jeszcze nigdy nie krzyczałam tak głośno „Barça, Barça, Baaarça!”. Gardło było zdarte :). Potem Barceloniści znów udali się do narożnika boiska by móc świętować. Każdy nosił puchar i pozował do zdjęć. Nie zabrakło też lejącego się szampana. Zgodnie z finałową tradycją, Gerard Piqué wziął nożyczki i uciął całą siatkę z bramki, do której gole strzelali Suárez i Neymar. Kapitan - Xavi został nagrodzony okrzykami swojego imienia (obejrzyj film). Całkowicie zasłużenie!


#tripl3t

i jeszcze raz celebracja :)

Muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak jak wtedy. Byłam bardzo szczęśliwa i zarazem spełniona. Mój największy sen stał się faktem, widziałam finał Ligi Mistrzów na żywo, w którym udział wzięła Barcelona, przy okazji zdobywając tryplet. To nie mogło skończyć się inaczej. Zawsze cieszę się, kiedy Barça wygrywa, a co dopiero jak zdobywa jakieś ważne trofeum. Ale być tam na miejscu i przeżyć to wszystko na żywo, widzieć to na własne oczy, poczuć te dreszcze emocji na własnej skórze? To coś niesamowitego, coś czego nie zapomnę nigdy, przenigdy.

Do tej pory nie mogę dojść do siebie po tym meczu, oczywiście w pozytywnym sensie. Od niedzieli oglądam filmy jakie udało mi się nagrać i zdjęcia jakie zrobiłam. Kilka lat czekałam, by znów pojechać na mecz Barçy, ale to co tam przeżyłam i zobaczyłam było warte oczekiwania! Gdyby ktoś mi powiedział wcześniej, że będę czekać 6 lat by znów zobaczyć Barcelonę w oficjalnym meczu i będzie to finał LM, w którym FCB wygra i zdobędzie tryplet – chwyciłabym się tego obiema rękami i nie puściła. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego meczu, na jakim będę! To przeżycie było, jest i będzie wspaniałe bo w mojej głowie będzie wieczne i zawsze będę to pamiętać. Spełniło się moje największe marzenie!

Na koniec pragnę dodać, że warto mieć marzenia i warto wierzyć w ich realizację. Jak nie uda się ich spełnić teraz, to uda się później. Nigdy nie poddawajcie się w dążeniu do realizacji marzeń, nawet jeśli w danej chwili nie ma choć cienia szans na ich spełnienie. Zawsze wierzcie w swoje cele i marzenia, bo kiedyś, prędzej czy później to musi się udać jeśli bardzo Wam na tym zależy. Być może myślicie teraz, że łatwo mi mówić, bo mi samej się udało. Ale tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy te największe sny się w końcu spełniają jest to najlepsze co może Was spotkać. Życie jest pełne niespodzianek. Osobiście uważam, że nie ma nic lepszego od realizacji siebie, swojej pasji i swoich marzeń. :)

Visca el Barça!

Zuzia Kaczmarek :)

9 komentarzy:

  1. Znowu to powtórzę - mega Ci zazdroszczę i gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię jak mi się zazdrości :P
      dzięki!

      Usuń
  2. Zazdroszczę, naprawdę zazdroszczę :) Choć za piłką nożną nie przepadam, to chętnie wybrałbym się na taki spektakl.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Hiszpańscy kibice" oj, myślę że Katalończycy by się obrazili za określenie ich Hiszpanami ;)
    Fajna relacja, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słuszna uwaga, poprawię :)
      dzięki i pozdrowienia :)

      Usuń
  4. Zazdroszcze, super przygoda! ;)

    autographsandthoughts.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń